czwartek, 21 grudnia 2017

Recenzja The Last Jedi (ze spoilerami) + mała wstawka filozoficzna

Jak już wspominałem w jednym z postów… „The Last Jedi” (nazywany później „TLJ”) widziałem w piątek wieczorem. To było ekscytujące wydarzenie – pójść na Star Warsy do kina, czytać „lecące” na ekranie napisy, widzieć jak wiele osób przyszło na film… Jednak w tej recenzji skupię się raczej na minusach, rzeczach, które mi się nie podobały – a była ich zdecydowana większość. Film oceniłem na filmwebie na „6”, choć nie wiem, czy to nie zawyżona ocena. Jako film akcji jest na pewno dobry – większości ludzi będzie się podobać – produkcja disneyowska/hollywoodzka można powiedzieć. Czuć to w tym filmie. A nie czuć, nie można się doszukać mistycyzmu Mocy, magii Star Wars. To już nie to, co znamy z sześciu epizodów lub Łotra 1. Przebudzenie Mocy (TFA) oraz TLJ to po prostu filmy akcji, których akcja dzieje się w Galaktyce. [Będą spoliery!]
Pierwsze pół filmu było tragiczne…było mi przykro i zastanawiałem się tylko „co oni zrobili ze Star Wars, w jakim kierunku to idzie…”. Druga część była lepsza dzięki licznym zwrotom akcji, łamaniu niektórych stereotypów. Jednak nie uratowało to filmu według mnie. Dobrze… Przechodzę do konkretów. Wątek humorystyczny – ciekawy, potrzebny, ale przesadnie zrobiony. Scena, na którą wszyscy fani czekali – Rey podaje miecz Lukeowi i co? Serio? Wyrzuca go, a na sali kinowej śmiech… Rozumiem, że mógł mieć „wylane” na prośbę Rey, ale można to lepiej przedstawić. „Płynące” napisy jak i również kilka momentów filmu to kalka „Imperium Kontratakuje” oraz „Powrotu Jedi” (m.in. walka na planecie, która przypomina Hoth z tą różnicą, że zamiast śniegu mamy sól, uczennica wielkiego mistrza nie kończy szkolenia i leci walczyć ze złym, wrogiem itd.)
Taktyka dowodzącego wojskami Snoke’a generała Huxa jest żałosna nawet ze względów logicznych. Rozumiem, że Ruch Oporu był nieliczącą się siłą i nie musieli być przesadnie ostrożni, ale jednak…  Hux wychodzi z nadprzestrzeni swoją główną bronią na czele, a dopiero za nią lecą Gwiezdne Niszczyciele, które tak naprawdę są po nic. A gdyby tak odwrócić kolejność generale Hux? Najpierw statki pełniące funkcję ochrony, a dopiero potem specjalne działo?
Kolejna rzecz, która bardzo mi się nie podoba w przypadku całej trylogii, choć tego na 100% nie mogę być pewny. Sprawa rządów Snoke’a, przejęcia władzy itd. Imperator Palpatine wykorzystał tysiącletnią tradycję Sithów działających w ukryciu, poszerzających sieć znajomości w całej Galaktyce. Został senatorem, kanclerzem. Dowódcy wojskowi go „uznali”. Z zewnątrz wszystko wyglądało bardzo legalnie. Naturalnie przekształcił Republikę na Imperium, dowódcy Republiki stali się dowódcami Imperium, Jedi zdradzili i zostali zabici, a zastąpił ich Vader. I co więcej – Palpatine miał pod sobą geniuszy – Tarkin, Thrawn, Isaard, Mara Jade, sam Vader – to nie idioci. Przypatrzmy się teraz Najwyższemu Porządkowi. Snoke przejmuje władzę, bo za pewne a. wybił każdego innego, kto chciał rządzić b. miał Moc c.był silny W moich oczach Snoke bardzo dużo traci, bo jest przykładem klasycznego przejęcia władzy z samej racji, że jest kimś złym i ma niecne plany, a nie dlatego, że jest geniuszem i stworzył i przeprowadził misterny plan… Co więcej Snoke był kreowany na potężnego, mrocznego władcę – przecież w TFA nie widzieliśmy go „na żywo” tylko przez hologram. A nie wyczuł tego, co robił Kylo… Wiem, wiem. Palpatine też nie wyczuł, co planuje zrobić Vader. Ale raczej każdy się ze mną zgodzi, że tu zachodzi istotna różnica między Vaderem, który widzi cierpiącego syna, a Kylo, który po prostu wpadł na pomysł przejęcia władzy, zabicia swojej historii, a w rezultacie Snoke’a. Wracając do rozpoczętego wątku – nie mamy u Snoke’a takich geniuszy jak u Palpatine’a – Hux? Kylo?...
Dwie „mowy” w trakcie toczących się bitw – nie podobało mi się to. Admirał Holdo mówiąca w środku bitwy co dalej czynić – z jednej strony jest zrozumiała, ale mogłoby to trwać krócej. W końcu byli atakowani… To samo między Leią i Lukiem. Wiem, nie widzieli się bardzo długo, ale mogli to zrobić schludniej, bardziej podkreślając wagę sytuacji, a nie, że mi przyszło do głowy, że tylko kawy im brakuje do dobrej pogadanki.
W walkach kosmicznych brakowało mi większej roli tarcz/osłon w statkach. Zdecydowana większość strzałów kończyła się zniszczeniem jakiejś części statku. Johnson miał dobrą koncepcję ze związkiem przez Moc Kylo i Rey. Nie zarzucam, że było to złe, ale trochę gryzło się ze sobą takie swobodne rozmawianie „dobrej” ze „złym”. Poza Rey większość bohaterów jest potraktowana po łepkach – brak głębszych przeżyć, emocji – przeważa pokazanie bohaterów w czasie jakiejś akcji, a to nie mówi zbyt dużo o ich portrecie psychologicznym lub osobowym. C3PO, R2D2, Chewie tylko zaznaczeni, że istnieją w tym filmie. Rose i to co robi w filmie zupełnie niepotrzebne – chyba że pociągną ją bardziej w IX epizodzie. Scena ratowania życia Finnowi taka znikąd..
400 osób tworzących Rebelię (tudzież Ruch Oporu)? Seriously? Około 12 osób na sam koniec?... Nie mówiąc o tym, że nie wiem, jak chcą poprowadzić IX epizod bez głównych autorytetów dobra i zła (Luke i Snoke), zwłaszcza, że Najwyższy Porządek jest silny i ogromny, a RO tworzy 12 osób. W czasach Imperium Galaktycznego Sojusz Rebeliantów był liczącą się siłą, zagrożeniem dla władzy i stabilności Palpatine’a. Na taki 12 osobowy ruch Palpatine nie zwróciłby uwagi. Okay, jest w nim Leia oraz użytkowniczka Mocy (która nauczyła się władać Mocą w trzy lekcje), ale to jednak mała siła. Można mi zarzucić, że Przebudzenie Mocy nie podobało mi się, bo było podobne do Nowej Nadziei, a podczas tej recenzji porównuję wszystko z TLJ do starej trylogii… I tak i nie. Nie chcę dostać tego samego – pokazuję tylko, że wtedy Lucas miał wszystko przemyślane, logiczne… Po prostu. Tego nie trzeba było tłumaczyć, filmy Lucasa tłumaczyły się same za siebie – obecnie, żeby udowodnić, że TLJ był dobry ludzie z zewnątrz muszą go tłumaczyć… Mają do tego prawo i nie mówię, że jeśli mi się film nie podobał to był zły. Każdy ma prawo do swojego zdania.
Fajnie, że po połowie filmu pokazali w końcu potęgę Luke’a taką jaka była w książkach EU. Wreszcie można było dostać ciarek, ale to był tylko jeden moment, jedna scena pośród nieudacznictwa, a że umarł…hmm… To Leię powinni uśmiercić, a Luke mógłby stać się głównym orędownikiem dobra. Rola Luke’a była tak tragiczna, że Mark Hamil zrezygnował i musieli uśmiercić postać……………? Dla mnie przekonywujące :D
Dwie ostatnie wady… - latająca Leia to był w ogóle kosmos jeśli chodzi o fantazję reżysera. Moc jest nieobliczalna, ale nie pokazujmy tego jak jakieś objawienie…  I wątek Yody, który jednym zdaniem oświeca Luke’a. „Aha, zielony kolego, czyli to tak? No popatrz, nie pomyślałem nad tym” Luke jako jedyny dziedzic mądrości Jedi (tej ustnej) zostaje włączony do Mocy. Z „dobrych” użytkowników Mocy zostaje Rey, która nie ma bladego pojęcia o Zakonie Jedi, efektach ich badań, tradycji itd. włada Mocą dzięki 3 lekcjom, nie ma nawet swojego stylu walki mieczem. Trylogia zmierza do uśmiercenia Jedi oraz Sithów. Ale skoro to konik i Star Wars i Disney’a to trochę jak strzał w kolano… Nie będę tu snuć teorii co może być w IX epizodzie, bo co będzie w IX epizodzie dowiemy się w kinach.
Natomiast na koniec dodam, że bardzo podobał mi się wątek trzech chłopców/niewolników, których ktoś a la Watoo odsyła do domu. Chłopiec przyciąga miotłę… Świadome i piękne nawiązanie do młodego Skywalkera.

Miał być wątek filozoficzny…Po tak długiej recenzji nie będę kolejnych kilku stron poświęcać rozważaniom. Zaznaczę tylko problem, który będę starać się wyjaśnić już w styczniu (rozpiska na styczeń już niedługo). Skąd jest Moc, czym jest Moc, jaka jest jej natura? Czy Moc można przyrównać do bytu nadprzyrodzonego, bóstwa? Czy można ugiąć ją do własnych celów, czy trzeba się w nią wsłuchać? Kto ją lepiej rozumiał – Jedi czy Sithowie? Czy Moc była rozumna/racjonalna? Czy użytkownicy Mocy byli skazani na przeznaczenie (tudzież determinizm)? Takie problemy można wyłuskać z rozmów między Rey a Lukiem…Kilka pytań dopowiedziałem, ale jest to niezwykle ciekawa tematyka – epistemologiczno – ontologiczna. Z tej tradycji filozoficznej będę czerpać tworząc tekst dotyczący tego problemu. 

A Wam? Film się podobał? Jakie były jego dobre, a jakie złe strony? Zapraszam do dyskusji!

wtorek, 19 grudnia 2017

Wykład na Forceconie!

W tę sobotę udało mi się być na II Ogólnopolskim Zlocie Fanów Gwiezdnych Wojen (FORCECON)... Poza oglądaniem wystaw, robieniem zdjęć z postaciami ze Star Wars wygłosiłem prelekcję nt. "Rozkaz 66 a wolna wola klonów - ujęcie filozoficzne". Taki artykuł za dwa tygodnie pojawi się również na blogu. Dzień wcześniej - w piątek - byłem na "Ostatnim Jedi". Dlatego zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami - w czwartek, Filozoficzny Czwartek - przedstawię recenzję filmu oraz ewentualne wątki filozoficzne ;) 

niedziela, 17 grudnia 2017

"Lordowie Sithów - Paul S. Kemp" (R)

„Lordowie Sithów” Paula Kempa to przyjemna, powiedziałbym przygodowa książka dotycząca wspólnej misji Mistrza i Ucznia – Dartha Sidiousa i Dartha Vadera. Imperator kojarzy nam się z osobą potężną, geniuszem, który jednak rzadko okazywał swoją siłę, był raczej „zasiedziały”, statyczny. To Vader był wysyłany do unieszkodliwiania buntów. W tej pozycji mamy coś zupełnie innego. Widzimy Sidiousa i Vadera walczących wspólnie. Współpraca dwóch Sithów jest na najwyższym poziomie… widzimy wykorzystanie Mocy, spustoszenie jakie sieje Palpatine, jak radzi sobie z nagłymi przeszkodzami i przewiduje, co się wydarzy… Jednocześnie uczy w ten sposób swojego ucznia... Książkę czyta się bardzo lekko i myślę, że jest warta polecenia każdemu właśnie z powodu tego nietuzinkowego pokazania Imperatora Palpatine’a i tego jak naprawdę wygląda współpraca dwóch Sithów w boju.

Książka graficznie nie ma sobie nic do zarzucenia. Okładka przedstawia wspomnianych już dwóch Sithów podczas walki. Każdy rozdział zdobi grafika maski Vadera. Pozycja wyszła spod szyldu Wydawnictwa Uroboros, czyli jest nieco większa niż klasyczne, amberowskie wydania Star Wars.

Ocena: 7! :) 


Recenzja książki: Star Wars. Lordowie Sithów – Paul S. Kemp, przekład Janusz Maćczak, Warszawa  2015r., Wydanie I, Wydawnictwo Uroboros, 400 stron.

niedziela, 10 grudnia 2017

"Tarkin" - James Luceno (S)

Tarkin przymierza nowy mundur. Nie lubi tego zajęcia. W tym samym czasie stacja Rampart zostaje zaatakowana. Gubernator odkrywa fałszywość nagrania i zleca "Electrum" skoczyć na skraj systemu. Rzeczywiście była to fałszywka - placówka Tarkina zostaje zaatakowana. "Electrum" szybko wraca, ale wrogom udaje się uciec. Imperator życzy sobie spotkania na Coruscant z tytułowym bohaterem. (Wspomnienie z dzieciństwa) --> Tarkin, by zaprezentować swoje zdolności  i wartość jako młody chłopiec rusza na Żerowisko (obóz przetrwania) wraz z wujkiem Jova. (Teraźniejszość) Po przybyciu na Coruscant rozmawia najpierw z Mas Ameddą, Darthem Vaderem, a dopiero później z Palpatinem, który jemu i Vaderowi zleca badanie sprzętu na Murkhanie. Wiążę się on z atakiem na placówkę Tarkina. Podczas badania sprzętu "Cierń" zostaje skradziony przez Tellera, Salikka, Artoza, Cala, Hask i Anorę. Vader i Tarkin biorą statek przestępców i gonią "Cierń", który wskakuje w nadprzestrzeń. Sith wyczuwa ich, więc pościg trwa dalej. (Wspomnienia) Tarkin na Cierniu (naturalna formacja ukształtowana przez przyrodę na Żerowisku) przechodzi ostateczną próbę. Dowódca drapieżnych zwierząt veermoków wpadł we wściekłość gdy nie mógł dostać obcego na swoim terytorium. kilka młodych veermoków zaatakowało władcę, pokonało go, a po niedługim czasie Tarkin zabija nowego przywódcę wprowadzając zdezorientowanie w stado. Dzięki temu dał radę wrócić do obozu Jovy. (T) Przemytnicy z "Ciernia" tankują. Pościg ich odkrywa. Nawiązuje się walka, która kończy się wybuchem tankowca i ucieczką przestępców. Teller z towarzyszami odkrywają, że phindianin, który tankował, podrzucił im urządzenie naprowadzające. Postanawiają zrobić głupków z Vadera i Tarkina. Imperium na trasie ich przelotu ustawia dwa Interdictory. Przemytnicy przerzucili na inny statek urządzenie naprowadzające, stąd Imperium "wyłowiło" z nadprzestrzeni jedynie pustą łajbę. Tarkin na "Executriksie" odkrył, kto stoi za kradzieżą jego statku. Admirał Rancit, który przejął tę sprawę zrobił pułapkę na "Ciernia". W ostatniej chwili wkracza Vader zakazując strzelania, bo statek jest pusty, a Rancit okazał się oszustem. Został zabity. Przemytnicy tak naprawdę szykowali się na konwój zaopatrzenia do Gwiazdy Śmierci. Tarkin zdążył ich pokonać. Uciekł Teller. Imperator przydzielił Tarkinowi tytuł Wielkiego Moffa zlecacjąc pod jego władzę całe Zewnętrzne Rubieże i budowę stacji bojowej. Wilhuff rozpoczął  podróż po tym sektorze odwiedzając między innymi Eriadu i Cierń. Spotyka tam Tellera, który próbował go zabić, ale wpadł w jedną z zasadzek Tarkina na vermooki. Tarkin zostawia go bez pomocy i razem z Jovą wraca. Przeprowadza pierwsze próby lotu na podświetlnej stacji bojowej. Działa.

Streszczenie książki: Star Wars. Tarkin – James Luceno, przekład Marcin Mortka, Warszawa
2015, Wydanie I, Wydawnictwo Uroboros, 336 stron.

czwartek, 7 grudnia 2017

"Czy Kodeks Jedi był dobry?" (F)

Etyczne rozważania dotyczące moralności Jedi (cz.I)

! Filozoficzny Czwartek !

Dzisiaj na blogu pierwszy artykuł z zakresu filozofii Star Wars. Filozofia stanowi główną tematykę tej stronki, stąd zapraszam do lektury! W tekście analizuję Kodeks Jedi - co oznaczał, czy mógł być przedstawiony lepiej, czy prowadził do jakichś zagrożeń. Do dyskusji oraz jako punkt wyjścia do drugiej części artykułu, która pojawi się prawdopodobnie w styczniu, przedstawię kilka cytatów z książek omawianego uniwersum. 

Nie ma emocji - jest spokój.

Co się kryje pod tym tajemniczym wyrażeniem? Emocje wiążą się z pewnego rodzaju podatnością, a więc i zależnością. Jako stan znacznego poruszenia umysłu, coś związanego z psychiką, coś co odczuwamy - emocje, zwłaszcza te, które określamy mianem silnych, mogą mieć wpływ na postępowanie, zachowanie człowieka. Kojarzą się nam jako dobre i złe, choć to nie do końca trafne spostrzeżenie. W kontekście działań, które wywołują możemy mówić, czy były dobre czy złe. Na przykład lęk może działać motywująco na człowieka, odkrywać w jego tożsamości, charakterze tereny dotąd nie odkryte. Może również prowadzić do zachowań nieracjonalnych, paniki. Wszystko zależy od tego, co dana osoba z nimi zrobi. W książce "ABC Psychologii Komunikacji" Elżbiety Sujak znajdujemy opis emocji jako manifestacji potrzeb, pragnień. W książkach z zagadnień dotyczących prawdziwej męskości, jej istoty (autorzy tacy jak John Sowers, John Eldredge) kontrola nad żądzami, nad emocjami stanowi o sile mężczyzny, jest istotnym punktem w jego rozwoju. Co więcej, emocje dzielą się na m.in. uczucia, afekty, nastroje. U Jedi "nie ma emocji - jest spokój". Czy to oznacza, że każdy Rycerz musiał być pewnego rodzaju pustynią emocjonalną - nie mógł się cieszyć, gniewać, bać - jednym słowem czy Jedi nie mógł być ludzki? Nie. W tej sentencji Kodeksu chodziło o niezależność w podejmowaniu decyzji, czystość umysłu. Jedi, który podlegał lękowi czy też nadmiernej euforii mógł podjąć decyzję brzemienną w skutki, złą. Mniejsze tego prawdopodobieństwo było, kiedy Jedi był w stanie równowagi psychicznej, wolności od emocji, niewzruszoności. Mógł kierować się rozsądkiem. Mógł odczuwać emocje, mógł działać instynktownie, ale nie pochopnie, będąc popychanym przez uczucia, nastroje.

Nie ma ignorancji - jest wiedza

To zestawienie na pierwszy rzut oka, przynajmniej dla mnie, wydawało się mocno nieintuicyjne. Wiedzy przeciwstawiłbym...niewiedzę, głupotę, może nawet emocje. Natomiast rozbierając ignorancję na części pierwsze przychodzi nam tłumaczenie, które mówi, że chodzi o zaangażowanie się w podchodzeniu do jakiejś sprawy. Jedi nie mógł lekceważyć, uznać coś za mało ważne od tak - do tego potrzebna mu była wiedza, rozeznanie w sytuacji. Wiedza łączyła się z doskonaleniem siebie, rozwojem, wynikała ze spokoju (nikt nie uczy się pośród gwałtownych wzruszeń emocji, hałasu, nieładu). Wiedza to także świadomość, poznanie - wykorzystywanie tych zdolności, którymi istoty rozumne były obdarzone. 

Nie ma namiętności (pasji) - jest pogoda ducha

Namiętność kojarzy nam się z seksualnością, ale przeciwstawienie temu pogody ducha powoduje, że musimy znaleźć inne wytłumaczenie. Namiętność to silne odczuwanie emocji, uczucie skierowane do jakiegoś zainteresowania, przywiązanie. Stąd dość prosty wniosek - Jedi nie mógł być przywiązany do nikogo ani do niczego. Dwa proste przykłady - związek Anakina Skywalkera do Padme - przywiązanie, a co za tym idzie, chęć ochrony ukochanej za wszelką cenę w dużym skrócie sprowadza wspomnianego Jedi na Ciemną Stronę. Drugi przykład - abstrakcyjny - Jedi, który miłuje się w doprowadzaniu swojego statku do perfekcji nie będzie w stanie poświęcić się dla celów misji ryzykując na przykład zniszczenie owego statku. Łączy go z nim przywiązanie, pasja, pewnego rodzaju hobby. Pogoda ducha tchnie w Jedi wolność, niezależność, lekkość, optymizm.

Nie ma chaosu - jest harmonia

Chaos, nieporządek, nieład... W każdej sferze życia Jedi nie miało być konfliktów, wojny opozycyjnych cech, prowadzacych do zdezorganizowania funkcjonowania. Miał być ład. Wszystko miało być na swoim miejscu - emocje i rozum, wolność i spokój, wiedza i siła, walka mieczem świetlnym i użytkowanie Mocy. Punktem porządkującym te rzeczy miała być medytacja, zaduma, wyciszenie.

Nie ma śmierci - jest Moc

Wreszcie dochodzimy do "clou" Kodeksu... Wreszcie jest mowa o Mocy... Śmierć w myśli filozofa Josefa Piepera, w myśli wielu z nas jest czymś granicznym, czymś na co nie mamy wpływu. "Śmierć to coś, co nas nie dotyczy, w co się nie angażujemy. Człowiek cały uczestniczy w śmierci." ("Śmierć i nieśmiertelność" - J. Pieper) Śmierć to skończoność, ograniczenie, coś negatywnego, w końcu coś, co powoduje rozpacz... Moc to było życie? Myślę, że można uznać taki wniosek. Moc to było coś wiecznego, będącego poza cielesnością istot żywych, a jednocześnie przenikającą wszystko siłą. W życiu Jedi miała być Moc nie tylko dlatego, że miał on z nią kontakt, wykorzystywał do walki. Przede wszystkim dlatego, że Moc skupiała w sobie wymienione wcześniej jakości, cechy. Dzięki "dołączeniu się" do Mocy Jedi wchodził w harmonię z całym wszechświatem, napełniał go spokój, pogoda ducha; Moc motywowała do rozwoju, wiedzy. 

Pięć sentencji Kodeksu mówi według mnie o jednej prostej zasadzie - Jedi nie mógł podlegać wpływowi z zewnątrz, wpływowi emocji, niewiedzy, namiętności, chaosu, śmierci. Musiał być ponad tym, by móc podejmować decyzje jak najbliższe dobru każdej istoty. Kodeks Jedi w takiej formie jest podobny starożytnej "ataraksji" - stanowi niewzruszoności, niezależności duchowej można powiedzieć. (cynizm, stoicyzm). Myślę, że ideał, który spełniałby w 100% Kodeks Jedi nie wprowadzałby zagrożenia w życie jednostki, lecz mógłby stanowić rzeczywistą, skuteczną pomoc. Czy do Kodeksu można wprowadzić taką sentencję jak: "Nie ma braków - jest siła", "Nie ma zła - jest dobro"? Myślę, że nie z tego powodu, że za "byciem dobrym" nie ma żadnej konkretnej treści. Życie w harmonii ze światem miało prowadzić do dobra - dobro było nie środkiem, a celem Jedi. Odpowiadając na pierwszą propozycję - Moc jest bezosobową siłą - to z niej Rycerze Jedi czerpali siły. Natomiast nie mogli czerpać wiedzy naukowej, intelektualnej - ją musieli w sobie rozwijać, dążyć do poznania wszystkich faktów danego zjawiska, sytuacji. Nie mogli liczyć, że Moc podsunie im definicję. Moc nie objawiała, była czymś do wykorzystania.

Tak wygląda krótka analiza Kodeksu Jedi. Czy był dobry? Uważam, że tak. W realiach gwiezdnowojennych, gdzie istniało coś takiego jak Moc Kodeks wskazywał Jedi dobrą drogą postępowania do doskonałości. Jednak oddajmy głos samym Jedi - myślę, że zasieją pewnego rodzaju w wątpliwość dobra wzoru życia Rycerzy Jedi.

"Romans - powiedziała sztywno Ahsoka - jest dopuszczalny. Jedi nie muszą...żyć w czystości. Tylko...unikać przywiązania." (Star Wars. Wojny Klonów - Żadnych Jeńców - Traviss - wersja z kolekcji książek Star Wars str. 59).

"Cóż, polityka. Jak pan może już zauważył, my nie jesteśmy jak inni Jedi. Pewne rzeczy, które praktykujemy, inni Jedi odrzucają jako ścieżkę prowadzącą na Ciemną Stronę. Zwykle trzymamy się na uboczu, więc kiedy się pojawiamy, możemy wywołać nieco zamieszania. (...) Poza tym pozwalamy Mistrzom mieć tylu padawanów, ilu uznają za stosowne"  - Mistrz Altis oraz Callista - członkowie odłączonej od Zakonu Jedi grupy. (Star Wars. Wojny Klonów - Żadnych Jeńców - Traviss - wersja z kolekcji książek Star Wars str. 99 - 100)

"Nie miałam matki ani ojca. Kiedy ukończyłam cztery lata, pierwszy raz dano mi do ręki broń. Nauczono mnie tłumić uczucia, a także szanować i słuchać moich mistrzów. Zachęcano, żebym obsesyjnie dążyła do doskonałości. Wiodłam życie, jakiego bym sama nie wybrała, ale nakazano mi tak żyć z powodu moich genów. W podobny sposób potraktowano także mężczyzn, którym mam wydawać rozkazy (przypis autora blogu - chodzi o klony). Obecnie jednak mam coś wspaniałego, na co sama się zdecydowałam. Nigdy nie pozwolę, żeby ktokolwiek odebrał mi dziecko, które noszę w łonie" - Jedi Etain Tur-Mukan (Star Wars. Potrójne zero - Traviss str. 350 - 351)

"Ja jestem Jedi, sir. A bycie Jedi to przeżycia w kontaktach z każdą żyjącą istotą, a nie filozofia ujmowana w abstrakcyjnych pojęciach. Nie jestem pewien, czy chciałbym być takim Jedi, jakimi chce nas widzieć Rada" - Jedi Bardan Jusik (Star Wars. Prawdziwe barwy - Traviss str.376)

Gdy weźmiemy pod uwagę te słowa Kodeks Jedi, życie Jedi i ich moralność nie będzie już tak oczywiście dobra... Zwłaszcza, że w "starym" kanonie - Luke zakładając Nowy Zakon Jedi pozwala na istnienie małżeństw... :)

Rozważania na ten temat już w styczniu. Wiele zostało jeszcze do powiedzenia... Nie przegapcie! Komentujcie! Każda perspektywa może wznieść coś konstruktywnego, nowego do tematu!

niedziela, 3 grudnia 2017

"Tarkin" - James Luceno (R)

Powtórzę się , ale dla dobra lektury myślę, że warto. James Luceno to niezawodny pisarz jeśli chodzi o kanon Star Wars! Książka „Tarkin” rysuje portret psychologiczny Wilhuffa Tarkina i opowiada wiele wydarzeń z jego punktu widzenia, z jego życia, o których nie mieliśmy dotychczas pojęcia. W filmach mogliśmy oglądać Wielkiego Moffa tylko na podstawie tego, co robił. Książka pokazuje nam dlaczego „to” robił. Genialny umysł, strateg, polityk i jak mówi tekst na okładce książki „Prawa Ręka
Imperatora”. Poczynię tu pewną uwagę – Tarkin, czy też okryty w Imperium tajemnicą Wielki Admirał Thrawn to prawe ręki Imperatora – wojskowe można powiedzieć. Fani „starego” kanonu pamiętają za pewne lewą rękę Imperatora – rękę związaną z użytkownikami Mocy – sławną Marę Jade… Nie zagłębiając się w te kwestie po prostu polecę każdemu, kto ma możliwość przeczytanie takich książek jak „Posłuszeństwo” bądź „Ręka Sprawiedliwości” opowiadających o Marze lub Trylogię Thrawna. Pozycję Luceno czyta się bardzo przyjemnie. Jest to pojedyncza, zamknięta historia – w sam raz na jesienno – zimowe, długie wieczory.

Od strony technicznej książka jest wydana w „nowym” stylu, gdyż została wydrukowana spod szyldu
Wydawnictwa Uroboros w Polsce. Ma nieco większy rozmiar niż te „amberowskie” pozycje, lekko
wypukłe napisy tytułu oraz skrzydełka. Jest podzielona na zatytułowane rozdziały (co nie jest takie
oczywiste w kanonie lektur Star Wars).

Ocena: 7 – dobra, porządna książka!

Recenzja książki: Star Wars. Tarkin – James Luceno, przekład Marcin Mortka, Warszawa
2015, Wydanie I, Wydawnictwo Uroboros, 336 stron.

Prawa Ręka Imperatora czy "Lewa" Ręka Sprawiedliwości...

...czyli recenzja książki "Tarkin" Jamesa Luceno już dziś na blogu!